Jestem wielką fanką kafli, a jeszcze większą ich robienia. A tak najbardziej to lubię czytać książki kaflach i o robieniu kafli właśnie.
Na stanie mam kilka (na kilka kolejnych patrzę z utęsknieniem). Te o robieniu to np. klasyczna Handmade Tiles. Designing, Making, Decorating autorstwa Franka Giorginiego. Chętnie do niej wracam i za każdym kolejnym czytaniem znajduję tu nowe patenty ułatwiające pracę. Do budowy własnej prasy hydraulicznej (instrukcja na końcu książki) co prawda jeszcze nie doszłam, ale kto wie, kto wie. W końcu, co się odwlecze to nie uciecze.
Wracam też do Handmade Tile. Design, Create and Install Custom Tiles Forresta Lescha-Middeltona. Moja praktyczna dusza cierpi, jak czytam, że nie szkliwi kafli, które znajdują się potem u klientów w kuchniach, ale płytki wykrajam nożem do pizzy, tak jak on. Ostatnio Handmade Tile wyciągnęłam przy okazji planowanego montażu własnoręcznie przez mnie robionych kafli. Jeszcze się przymierzam do ich położenia, ale i tak wciąż nie mogę uwierzyć, że 1) krótki projekt udało mi się rozciągnąć na kilka lat i 2) widzę koniec tej drogi.
No więc podczytuję ostatnio Lescha-Middeltona. Tym razem moją uwagę zwrócił króciutki wstęp napisany przez Petera Pincusa. Moim zdaniem już pierwszy paragraf odzwierciedla męki każdego kaflarza:
Zacznijmy od przyznania, że produkcja [kafli] może doprowadzić do szaleństwa. Zwróćmy uwagę na to, jak trudno utrzymać równy poziom płata gliny i nie dopuścić do jego wypaczenia podczas schnięcia i wypalania. A teraz wyobraźmy sobie, że trzeba to powtórzyć setki, tysiące razy – wysilać się niczym Syzyf, przeklęty król z greckiej mitologii [tłum. moje].
Moje męki ujął tu doskonale. Artysta wspomina, że przez pierwsze piętnaście lat swojej pracy dokładnie tak myślał o robieniu kafli. I że dopiero jak zobaczył prace Cary Esser, zmienił zdanie na temat rezultatów tego rodzaju twórczości. Prace, które zobaczył to, owszem, kafle, ale takie, które powstały jako przeciwstawienie się wymagającemu procesowi suszenia i wypalania. Były wypaczone, zdeformowane, pozapadane, ale z taką gracją i płynnością, że zachwyciły Pincusa. Prace Esser najprościej zobaczyć na jej stronie albo na instagramie.
No więc zaczęłam sprawdzać, kim jest Cary Esser i dlaczego już ją lubię. Rzeczywiście robi kafle. Rzeczywiście są nieortodoksyjne. A do tego piękne.
Artystka jest profesorem w Kansas City Art Institute, gdzie wykłada ceramikę. Szukając o niej informacji trafiłam na taką perełkę:
Organizacja Craft in America stworzyło filmik o Esser i wydziale ceramiki, na którym wykłada. Oglądając go, uświadomiłam sobie, że zazdroszczę filmikowym studentom tego, jak wykładowczyni z nimi pracuje, jak ich prowadzi, i jak zachęca ich do sięgania wyżej i dalej. Chyba wtedy zachciało mi się zostać studentką. No ale to zupełnie inna historia.
A tu dzieli się swoimi przemyśleniami na temat swojego procesu twórczego:
A Wy jak czytacie książki? Też co chwila odrywacie się, żeby sprawdzić o czym i o kim mowa? Też tak szukacie inspiracji?

